„Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” – Geralt z Rivii powraca na kartach komiksu

21 września 2019

Przygody wiedźmina Geralta z Rivii cieszą się niesłabnącym zainteresowaniem. Komiksowa adaptacja zatytułowana „Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” zabiera czytelników w kolejną wyprawę pełną przygód i charakterystycznego dla serii humoru.

Wiedźmin – komiks pełen intryg i humoru

Za stworzenie powieści graficznej „Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” odpowiedzialne są Marianna Strychowska oraz Aleksandra Motyka. Fabuła komiksu rozpoczyna się w momencie, kiedy tytułowy wiedźmin otrzymuje zlecenie rozwiązania sprawy romansu córki jednego ze starych znajomych Geralta. Ten, podczas gdy odwiedza zamek dowiaduje się, że w sprawę zamieszany jest, a jakże, Jaskier.

Doskonale znany czytelnikom bard wszedł ponadto w posiadanie kufra. Oczywiście, nie jest to byle jaki kufer. Jest to bowiem latający kufer, za którego pomocą bohaterowie przenoszą się do krainy, w której do wykonania jest zadanie. Polega ono na dorwaniu… Geralta. Poprzednie tomy komiksów cieszyły się sporym zainteresowaniem ze strony czytelników, jednak na czwarty tom przyszło nam poczekać dość sporo czasu.

Czy było warto? „Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” to powieść graficzna posiadająca charakterystyczne dla wiedźmińskiej serii elementy intrygi, akcji, a wszystko to okraszone sporą dawką humoru. Czwarty tom komiksowych przygód siwowłosego pogromcy potworów zdecydowanie wybija się ponad poprzednie części jakością, z którą został stworzony.

Nie jest przesadą stwierdzić, że jest to najlepsza część cyklu. Poziom konstrukcji fabuły zdecydowanie utrzymuje zainteresowanie czytelnika, a sceny narysowane są przyjemną kreską. Przyciągająca wzrok grafika jest jednym z najmocniejszych punktów komiksu. Wszystko to przekłada się na porywającą lekturę. Co warto podkreślić, „Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” nie cierpi na sztampowość. W dobie, gdy wiele komiksów powiela oklepane schematy to prawdziwa perełka. Czwarty tom komiksowych przygód wiedźmina Geralta niejednokrotnie potrafi zaskoczyć, a jednocześnie utrzymując dobre tempo oraz zapełniając strony wartką akcją.

„Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” – wciągająca i ciesząca oko powieść graficzna

Zmierzając ku podsumowaniu, należy uczciwie przyznać, że autorki komiksu „Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” wykonały solidną robotę, a przede wszystkim wyciągnęły wnioski z błędów poprzednich części komiksu. Wiedźmin z pewnością posiada jeszcze spore pokłady potencjału, który – miejmy nadzieję – będziemy mogli zobaczyć w kolejnych tomach komiksów opowiadających losy Geralta.

„Wiedźmin. Tom 4. Córka płomienia” to:

– wartka akcja

– dobrze skonstruowana fabuła

– przyciągające wzrok ilustracje

W oczekiwaniu na serialową adaptację Wiedźmina warto sięgnąć po komiks. Co więcej, dla wszystkich fanów siwowłosego zabójcy potworów, będzie to miły powrót do wiedźmińskiego uniwersum.

Kajko i Kokosz – co warto wiedzieć o słowiańskich wojownikach, którzy podbili świat literatury

11 września 2019

Kajko i Kokosz to bohaterowie serii komiksów autorstwa polskiego rysownika Janusza Christy. Seria „Kajko i Kokosz” jest jedną z najpopularniejszych polskich serii komiksowych. To seria najpopularniejsza i nie już aż tak nowa, bo autor serii odszedł  2008 roku, a w 2019 roku, gdyby tylko żył, obchodziłby swoje 85 urodziny. Kajko i Kokosz „narodzili się” około roku 1956, początkowo jako Kajtek i Majtek, potem Kajko i Koko, po to by następnie „dojrzeć”  i stać się już Kajko i Kokoszem. Co warto wiedzieć o tej serii serii, która zdobyła sławę nie obywając się wcale bez kontrowersji i po jakie pozycje sięgnąć, jeśli zdecydujemy się przeżywać przygody razem z tymi bohaterami? O tym poniżej.

Kajko i Kokosz – kim są bohaterowie słynnej serii?

Kajko jest mały, ciemnowłosy i sprytny, Kokosz natomiast gruby, łysy, silny, ale zarazem tchórzliwy. Jeden bohater dla drugiego stanowi kontrast i przeciwieństwo, przez co bohaterowie ci mogą co niektórym przypominać choćby Asterixa i Obelixa. Nie są to jedyne postaci serii – na kartach komiksów pojawia się choćby książę/kasztelan grodu Mirmiłow, którego broni optymistyczno-pesymistyczny duet Kajko i Kokosza. Mirmiłow jest postacią nie mniej angażującą, niż dwójka głównych bohaterów – miewa skrajne wahania nastrojów, jest dobry, ale i humorzasty. Raz na jakiś czas wpada w głęboką depresję, podczas której każde żonie posadzić orchidee na swoim grobie, popisując się przy tym odrobiną czarnego humoru. Zabawy do komiksu dodaje także Lubawa, żona Mirmiła – będąca dużo postawniejszą i bardziej zdecydowaną niż mąż, co prowadzi do wielu zabawnych sytuacji, jak również takie postaci jak Jaga (ciotka Kokosza, czarownica), zbój o zabawnym imieniu Łamignat czy innni „śmieszni” przeciwnicy, tacy jak Zbójcerze i Oferma. To, co na pewno oferuje ta seria to cały wachlarz barwnych postaci, które zdecydowanie potrafią rozbawić.

Kajko i Kokosz – historia przygód bohaterów i inspiracji autora 

Początkowo przygody Kajko i Kokosza (występujących wówczas pod innymi imionami) publikowano na łamach magazynów. Ich pierwsze przygody ukazały się w „Wieczorze Wybrzeża” w 1972 roku. Przedstawiono wówczas historię „Złote prosię”, której tytuł zmieniono później podobnie jak imiona bohaterów (nowy tytuł to „Złoty puchar”. Kolejne tomy o Kajko i Kokoszu to „Szranki i konkury” oraz „Woje Mirmiła”. Albumy z przygodami wydawano do 1990 roku, w którym to twórca, „ojciec” Kajko i Kokosza powoli przestawał rysować, ze względu na pogarszający się stan zdrowia. W 2003 roku Wydawnictwo Egmont postarało się o reedycję serii.

Janusza Christę podczas tworzenia komiksów silnie inspirowała tak historia, jak i rzeczywistość. Komiksy te przedstawiają w krzywym zwierciadle zarówno konflikt polsko-krzyżacki, jak i peerelowskiej rzeczywistości. Do „Solidarności” odwoływał się między innymi „Festiwal Czarownic”, a do stanu wojennego „Dzień Śmiechały”.

Tym, którzy niekoniecznie są fanami odwołań do faktów historycznych, przypaść do gustu w serii może specyficzny humor autora, bo komiksy te, niby będąc twórczością dla dzieci, nie stroną od rubasznych dowcipów.

Kajko i Kokosz – ciekawostki

– Janusza Christę posądzono o plagiat; o zbyt silne zainspirowanie się innymi dziełami oskarżali tego autora między innymi fani „Tytusa, Romka i A’Tomka”, a także wspomnianego już „Asterixa i Obelixa”

– George Lucas i autor „Kajko i Kokosza” podczas tworzenia inspirowali się tym samym dziełem – „Flashem Gordonem”

„Deadly Class” – interesujący serial i… komiks

1 września 2019

Niektórzy tytuł „Deadly Class” znać mogą z HBO. Serial o takim właśnie tytule zadebiutował nie tak dawno na tej platformie. Warto jednak mieć świadomość, że pierwowzorem serialu jest seria komiksów. Co więcej, w tworzenie serialu i komiksu zaangażowali byli ci sami twórcy: Rick Remender (odpowiedzialny w komiksie za ilustracje), jak i Wes Craig (odpowiedzialny za historię). warto więc sięgnąć po Deadly Class. Tom 1 (okładka filmowa) i zobaczyć, jak ci dwaj panowie odnajdują się „w komiksie”.  

„Deadly Class”  – po pierwsze: grafika  

Komiks ten będzie idealny dla wszystkich tych, którzy pragną, by ich wewnętrzna potrzeba buntu, nihilizmu i zniszczenia została wyrażona w formie graficznej. Układ komiksu jest niezwykle dynamiczny, podkreślając każdym kadrem emocje kierujące bohaterami. Dla tych, którzy chcą zobaczyć, jak buntowniczość bohaterów historii można wyrazić wizualnie, atrakcyjna okaże się też na pewno paleta braw zastosowana w komiksie. Kolory ilustracji są monochromatyczne, „dedykowane” dominującemu akurat w historii nastrojowi. Nie mające wiele wspólnego z realizmem zastosowanie barw połączono tu z dość realistycznymi szkicami postaci, co nadaje komiksowi wielowymiarowość i wyjątkowość, jeśli chodzi o grafikę. Po ‚Deadly Class” Tom 1 powinni sięgnąć ci, którzy pragną dostrzec w tej makabrycznej historii jakąś subtelność – która podkreślana jest nie tylko barwami, ale i szkicem, którego delikatność nie przeszkadza w ogóle w tym, by portretowane delikatnymi pociągnięciami piórka postacie dosłownie szalały w kadrach.

„Deadly Class” – po drugie: lata 80, punk i zadziwiająca głębia metafor 

Chociaż Deadly Class” Tom 1 nie nawiązuje do punkowej subkultury wprost, to to, że wydarzenia tego komiksu z pewnością podejmują temat anarchii. Można tu odczuć punkowe klimaty bardziej niż w serialu. Komiks zadowoli też tych, którzy zakochali się w powrotach do lat 80. w ramach popkultuty.  „Deadly Class” to seria powstała w wyniku inspiracji dzieciństwem twórcy, Ricka Remedera, który przyznał się do wplatania w historię elementów autobiograficznych. Z tego też choćby względu i punk i lata 80 mają w tej historii znaczące miejsce (Remender urodził się w roku 1973).

Ponadto komiks ten jest właściwie „zbudowany” na metaforze, która opisuje niestety życie większości nastolatków w szkołach na całym świecie (jak i pewnie świat dorosłych w pracy, którzy odnajdą się w komiksie po pierwsze ze względu na nostalgię, po drugie na trafność zobrazowania szkolnej aktywności, bo w tym akurat komiksie aktywność w szkole łudząco może przypominać aktywność zawodową). Dla Ricka Remendera życie szkolne polegało na nieustającym „wbijaniu sobie nożów w plecy”, a zachowanie takie dręczyło go do tego stopnia, że postanowił odrzeć to wyrażenie z niedosłowności, dosłownie wcielając wbijanie nożów (w plecy i nie tylko) w życie, poprzez „Deadly Class”. Możliwe więc, że ci, którzy nie odnaleźli satysfakcjonującego poziomu głębi w serialu, zmienią zdanie co do tej opowieści, czytając komiks.

„Deadly Class” Tom 1 to więc nowe/stare spojrzenie na zaadaptowaną niedawno w postaci serialu historię. To komiks, który na pewno zadowoli fanów produkcji HBO. Tych z kolei, którzy nie byli przekonani do serialu, komiks może zadziwić, a nawet zachwycić.